Nie wiesz, Czym jest korpomowa i dlaczego w biurze wszyscy nagle mówią o dedlajnach i asapach? Może właśnie zaczynasz pracę w dużej firmie i czujesz się, jakbyś trafił na obcojęzyczne kazanie. Z tego tekstu dowiesz się, skąd wzięły się te zwroty i jak je oswoić.
Czym jest korpomowa i kto jej używa?
Na pytanie Czym jest korpomowa najprościej odpowiedzieć, że to żargon tworzony przez pracowników dużych firm, głównie międzynarodowych korporacji. Językoznawcy nazywają go często profesjolektem, czyli odmianą języka typową dla określonej grupy zawodowej. W tym wypadku są to osoby pracujące w biurach, działach sprzedaży, HR, finansach czy IT.
W praktyce korpomowa to mieszanka polszczyzny i angielskich słów, coś w rodzaju biurowego Ponglishu. Pojawia się wszędzie tam, gdzie są ołpenspejsy, wspólne projekty i ciągła wymiana mejli między działami. Dla wtajemniczonych brzmi naturalnie, dla nowej osoby potrafi brzmieć jak obcy język, którym „korposzczury” posługują się na co dzień.
Skąd wzięła się korpomowa?
Źródeł jest kilka i wszystkie mocno wiążą się z realiami współczesnej pracy biurowej. Angielski jest językiem kontaktów biznesowych, dlatego raporty, systemy, instrukcje i spotkania z klientami bardzo często odbywają się właśnie po angielsku. Kiedy ktoś przez cały dzień pracuje na systemach opisanych po angielsku, naturalne staje się mówienie o briefie, deadline czy feedbacku zamiast szukać za każdym razem polskich odpowiedników.
Drugim powodem jest styl pracy w korporacji: szybkie tempo, presja czasu, „robienie na wczoraj”. Stąd spopularyzowane zwroty typu ASAP, crunch time, fuck up, workflow. Słowa te szybko zaczęły funkcjonować także w spolszczonej wersji, dlatego słyszysz o fakapach, krancz tajmie czy fidbaku, który trzeba „zebranć” od klienta.
Wzrost popularności korpomowy wzmacniają też firmowe komunikatory i mejle, gdzie krótkie angielskie skróty są po prostu wygodne: FYI, KPI, EOD. Kiedy używa ich cały zespół, wchodzą w nawyk równie mocno jak polskie „zaraz” czy „spoko”.
Jakie zwroty korpomowy warto znać?
Nawet jeśli nie masz zamiaru mówić „jak z memów”, warto rozumieć najczęściej pojawiające się wyrażenia. To właśnie one najczęściej padają w mejlach, na kolach i podczas szybkich rozmów między biurkami:
- ASAP – zrób coś tak szybko, jak to możliwe, najlepiej przed innymi zadaniami,
- deadline / dedlajn – ostateczny termin wykonania zadania,
- brief / brif – skrócony opis zadania lub projektu,
- feedback / fidbak – informacja zwrotna o Twojej pracy lub projekcie,
- fuck up / fakap – wpadka, poważny błąd w zadaniu albo procesie,
- crunch time / krancz tajm – czas wzmożonej pracy, zwykle przed deadlinem,
- open space / ołpenspejs – otwarta przestrzeń biurowa bez podziału na pokoje,
- call / kol – służbowa rozmowa telefoniczna lub wideokonferencja,
- forward / sforłardować – przekazać mejla dalej do kolejnej osoby,
- KPI / kejpijaj – wskaźnik pokazujący, czy realizujesz założone cele.
Z czasem wiele z tych słów tworzy w polszczyźnie nowe formy. Stąd „zbrifuj zespół”, „sforłarduj mi tę wiadomość”, „czelendżujmy się wzajemnie”, „sfokusuj się na tym tasku” czy „wykliruj konto w systemie”. Dla jednych to wygoda, dla innych językowe potworki, ale nie da się ukryć, że żyją już własnym życiem.
Czy korpomowa to wygoda czy snobizm?
Zwolennicy korpomowy podkreślają przede wszystkim wygodę. Łatwiej powiedzieć, że projekt ma nowy deadline i trzeba go dowieźć przed EOD, niż za każdym razem tłumaczyć całą sytuację długim zdaniem. Gdy część zespołu jest z innych krajów, używanie tych samych angielskich słów w mejlach i na spotkaniach naprawdę ułatwia wspólną pracę.
Krytycy widzą w tym jednak coś więcej niż tylko uproszczenie komunikacji. Wskazują na językowy snobizm i chęć podkreślenia swojego „korporacyjnego obycia”. Zauważają też, że nadmiar anglicyzmów bywa zwyczajnie mało zrozumiały dla nowych pracowników albo partnerów spoza branży. Wtedy korpomowa przestaje być narzędziem i zamienia się w barierę, a bywa też odbierana jako bełkot albo sztuczne pozowanie na światowość.
Pojawia się tu pytanie, które mocno dzieli rozmówców: gdzie przebiega granica między naturalnym żargonem zawodowym a zwykłym językowym niechlujstwem. Nie ma jednej odpowiedzi, dlatego tak dużo zależy od wyczucia i szacunku do osoby, z którą rozmawiasz.
Jak mądrze korzystać z korpomowy?
Korpomowa sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła. To tylko narzędzie, którym możesz posługiwać się uważnie albo bezrefleksyjnie. Dobrą zasadą jest dopasowanie języka do odbiorcy. Z przełożonym czy zespołem IT możesz swobodnie mówić o KPI, targetach i backlogu, ale w rozmowie z nowym stażystą lepiej raz wyjaśnić, o co chodzi, niż udawać, że wszystko jest oczywiste.
Podobnie w mejlach do klientów, urzędów czy dostawców warto stawiać na przejrzystość. Skróty typu FYI czy ASAP są zrozumiałe dla wielu osób, ale zestawione z prostym polskim zdaniem stają się jasne nawet dla tych, którzy dopiero uczą się żargonu. Świadome korzystanie z korpomowy pozwala uniknąć sytuacji, w której ktoś czuje się wykluczony z rozmowy tylko dlatego, że nie zna kilku biurowych skrótów.
Jeśli chcesz, by korpomowa Ci pomagała, a nie szkodziła, możesz trzymać się kilku prostych zasad:
- używaj angielskich zwrotów tam, gdzie naprawdę ułatwiają komunikację,
- z nowymi osobami zawsze choć raz wytłumacz znaczenie skrótów,
- nie wciskaj żargonu do rozmów prywatnych i sytuacji, gdzie brzmi to sztucznie,
- dbaj o poprawną polszczyznę wokół wtrąconych anglicyzmów.
Dobrze opanowany język branżowy może budować Twój profesjonalny wizerunek, ale dopiero w połączeniu z jasnym i poprawnym stylem po polsku. To właśnie czytelne zdania, a nie liczba użytych angielskich słów, pokazują, że naprawdę wiesz, o czym mówisz.
Artykuł powstał przy współpracy z dobrapisownia.pl.
Artykuł sponsorowany